Biegasz? Ja muszę przyznać, że nie. Jestem raczej typem spacerującym. Dziś jednak chciałabym trochę o bieganie zahaczyć i opowiedzieć Ci o metodzie Gallowaya. Jaki to ma związek z decyzjami dotyczącymi życia zawodowego? Żeby wytłumaczyć, muszę zacząć od początku…

Jest niedziela. Tuż przed otworzeniem oczu słyszę jedynie stukanie kropel deszczu o szybę. Idealny dzień na czytanie pod kocem z kubkiem ciepłej herbaty. Tego dnia miałam jednak inne zadania – zajęcia z poradnictwa zawodowego i planowania kariery (brzmi poważnie, nieprawdaż?) ze studentami zaocznymi. Muszę przyznać, że bardzo lubię te tematy. Po pierwsze dlatego, że to okazja do podzielenia się doświadczeniami, a po drugie  – szansa dla samych studentów, żeby poukładali sobie własne plany zawodowe.

Zawzyczaj na początku ciekawi mnie, w jakim są momencie. Zadaję to straszne pytanie –  „Co dalej”?, w końcu to piąty rok. Niebawem idą w świat. Właściwie większość z nich jest już w świecie pracy. I nadal ponad połowa NIE WIE, po co wybrała te studia i co po nich będzie robić? W sferze zawodowej nie odkryli jeszcze w czym są dobrzy, co ich zachwyca i fascynuje.

Nie zaskakuje mnie to. Gdybyście przed wejściem na salę zapytali mnie, jakie odpowiedzi będą się pojawiać najczęściej, przewidywałabym właśnie taki scenariusz. Dlaczego? Według mnie wpływa na to kilka czynników:

  1. Presja – czyli, że kiedy jesteś JUŻ – na piątym roku / pod koniec kursu / w tym wieku / po tylu zmianach pracy – powinnaś/powinieneś W KOŃCU wiedzieć i w dodatku odnieść spektakularny sukces. Nie inaczej.

  2. Nadal w naszej edukacji mało jest uczenia samoświadomości i refleksji o tym, co DLA NAS ważne, istotne, fascynujące. Dużo częściej skupiamy się nad tym, czego nie chcemy, co nam nie pasuje. I choć to może być dobry początek, to nie rozwiązuje podstawowego dylematu.

  3. No i ostatnie – mało w naszej edukacji praktyki, doświadczania i próbowania.  NIESTETY.

 

Stan, który roboczo nazwę tutaj NIE WIEM, CO DALEJ może się objawiać na dwa sposoby

(jeśli u Was objawia się inaczej – dajcie znać). 

STATYCZNA ROZKMINA – kiedy siedzisz, leżysz, włóczysz się po domu i najogólniej rzecz mówiąc – jesteś w letargu. Bo nie wiesz, w którą stronę dalej. Nic Ci nie pasuje. Nie przychodzi natchnienie. Kiedy opowiadasz o swoich dylematach bliskim osobom, te słuchają z uwagą, ale najczęściej dostarczają kilka swoich pomysłów na dalszy scenariusz Twojego życia zawodowego. Tylko, że to nie działa, bo to ich pomysły, nie Twoje. I zamiast pomóc, to prowadzą częściej do dodatkowych wyrzutów sumienia. Myślisz – „Jak to jest, że dla innych to takie proste? Pewnie moje wątpliwości są już męczące dla wszystkich dookoła.” I tak dalej…

SZALEŃCZY PĘD – cały czas w pracy, potem na Uczelni, w kolejnych obowiązkach. Bieg. Bez zatrzymania ani na chwilę. I choć już czasem zadyszka dopada, sypie się zdrowie, to Ty biegniesz dalej. No bo jak się zatrzymać? Przecież DZISIAJ trzeba nieustannie być w ruchu. Rozwijać się. Kto się nie rozwija ten się cofa i takie tam gadanie. Znowu presja. I w tym pędzie brak chwili na złapanie „kontaktu z bazą” – ze sobą w sensie. I właściwie robisz to wszystko siłą rozpędu, ale gdy ktoś Ci zapyta czy fajnie, ciekawie, czy sens się za tym jakiś kryje, to znowu NIE WIESZ.

 

I co dalej?

I tutaj na scenę chciałabym zaprosić Jeffa Gallowaya – wspomnianego wyżej biegacza. Szczerze Wam powiem, że nie miałam pojęcia o jego istnieniu do czasu pisania tego tekstu. Szukałam jednak profesjonalnej nazwy na marszobieg i jak się okazało, ten człowiek stworzył nawet metodę, która pomaga pokonywać długie dystanse. I pomyślałam – czemu nie skorzystać z tej metafory tłumacząc Wam sposób na NIE WIEM, CO DALEJ?

Metoda Gallowaya zakłada, że bieg należy przeplatać z marszem (bardzo upraszczając). Wszystko po to, by ciało mogło się zregenerować. Według niego bieganie ma być przyjemnością, a nie katorgą.  A cały wysiłek powinien odbywać się w rytmie – wysiłek – regeneracja.

 

Spytacie jednak, jak do przemieszczania się marszobiegiem ma się Wasza kariera zawodowa?

Już tłumaczę: 

Jestem zdania, że najlepiej uczymy się w praktyce. Doświadczając. Tylko poprzez doświadczenia jesteśmy w stanie zweryfikować, czy dana praca nam się podoba, jak się w niej czujemy, czy to coś dla nas. Nie raz na fotelu w moim gabinecie siadały osoby, które przekonane o tym, że jakiś kierunek jest dla nich – kończyły studia i szły do pracy, a po roku PRAKTYKI stwierdzały, że to nie TO. Doświadczenie weryfikuje. Dzięki niemu opierasz się na faktach, a nie własnych wyobrażeniach. 

Praktykując – uczysz się. I to jest jedna z cenniejszych wartości tego stanu. Nawet jeśli nie pójdziesz w danym kierunku, to masz już w swojej „zawodowej walizce” kolejne umiejętności i spostrzeżenia. Nim się obejrzysz, nawet nieświadomie zaczniesz je wykorzystywać w kolejnej pracy.

To, co opisałam powyżej to bieg. Teraz zajmijmy się marszem, a w razie potrzeby –  nawet zatrzymaniem się i wzięciem głębokiego oddechu. Nie mam pojęcia, czy to jest dozwolone w metodzie Gallowaya, ale w metodzie na NIE WIEM, CO DALEJ z moim życiem zawodowym – jak najbardziej! 😉

Bo kiedy już pozbierasz trochę doświadczeń (nawet z miesięcznej praktyki), to warto zwolnić i pomyśleć. Możesz to zrobić samodzielnie – siadasz z kartką i wypisujesz na przykład: plusy i minusy danego doświadczenia. Jednak ja osobiście największych olśnień doznaję, kiedy nie ślęczę nad kartką papieru w samotności. Najlepsze przemyślenia wpadają mi do głowy podczas: prysznica, spaceru, sprzątania. Czyli wtedy, kiedy aktywizuję swoje ciało, a moje myśli mogą swobodnie dryfować. Przemieszczają się wtedy w różnych kierunkach, czasami dla mnie zaskakujących. Kiedy najdzie Cię takie olśnienie – wtedy siadaj do kartki i pisz, żeby nie umknęło! 

I tak naprzemiennie. Byleby nie dać się pochłonąć na dłużej biegowi bez tchu lub bezruchowi. Te dwa stany służą nam najlepiej, kiedy odwiedzają nas na zmianę. 

Na koniec podpowiem Ci, że jak już dojdziesz do stanu „WIEM! TO JEST TO!” to poczujesz to całą /całym sobą. A potem minie trochę czasu i znów nie będziesz wiedzieć. I to bardzo dobrze! Bo każdy z nas jest w drodze. I czasami po prostu wyrastamy ze swoich stanowisk, organizacji, zadań. Ale na takie chwile masz już sposób – doświadczanie – refleksję – doświadczanie – refleksję. 

 

 

Photo by Sam Manns on Unsplash

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *